MALEFICENT


Ilu jest bohaterów jakiejś historii, z tylu stron można ją przedstawić. Można poznać racje przeciwnika, lepiej zrozumieć partnera Wydaje się, że to bardzo ciekawy sposób na urozmaicenie znanej wszystkim historii - można rozszerzyć niektóre wątki, przedstawić background bohaterów. Tym bardziej dziwi mnie więc, że twórcy raczej rzadko sięgają po ten motyw - właściwie nie mogłam przypomnieć sobie nic podobnego, a TV Tropes podpowiada "Króla Lwa 3: Hakuna Matata", w którym znaną nam historię pokazano poprzez przygody Timona i Pumby oraz film "Oz Wielki i Potężny", gdzie głównym bohaterem zamiast Dorotki jest Czarnoksiężnik (i poznajemy go, niestety, z tej mniej chlubnej strony). 


A dzisiaj zabrałam się w końcu za "Maleficent" - film, na który czekałam właściwie odkąd dowiedziałam się o tym, że powstanie, a informacja o Angelinie Jolie w tytułowej roli i pierwsze zwiastuny tylko zwiększyły mój apetyt. Sama nie wiem jak to się właściwie stało, że zobaczyłam go dopiero teraz.

Tu historia jest przedstawiona właśnie z perspektywy Maleficent, lub Diaboliny, jeśli tak wolicie (nie rozumiem w ogóle, skąd polski tytuł "Czarownica"). Zmiana punkty widzenia pozwala nam dowiedzieć się, że Maleficent była kiedyś bardzo dobra wróżką i właściwie wszystko, co o niej wiemy z filmu animowanego z 1959 roku, jest nieprawdą. Do tej pory zupełnie nie znaliśmy jej motywów ani dlaczego rzuciła na królewnę taką srogą klątwę. Nie chcę za dużo zdradzać, bo może są tu jeszcze tacy, którzy do tej pory nie poznali tej wersji Śpiącej Królewny. Wprowadzono kilka drobnych zmian (imię kruka to Diaval, a nie Diablo; Królewna zasypia na krócej, do tego to raczej nie trzy, kłótliwe i nierozgarnięte wróżki - Flora, Hortensja i Niezabudka - opiekują się małą Aurorą mieszkającą w leśnej chatce...), historię Maleficent wymyślono od nowa, znane zakończenie nabrało innego wydźwięku, jednak w scenie chrzcin zmieniono tylko jedną rzecz - ciekawe, czy się zorientowaliście.

Niesamowite kostiumy zaprojektowane przez Annę Biedrzycka-Sheppard (polską kostiumolog nominowaną do Oskara za "Pianistę" i "Listę Shindlera"), przepiękne scenografie i przede wszystkim - bardzo wciągająca historia - sprawiły, że oglądanie tego filmu było olbrzymią przyjemnością. Widać, że bardzo starano się oddać klimat scen z oryginalnej historii, co doskonale pokazuje ten mashup:








Wracając na chwilę do kostiumów - Maleficent występuje w dziewięciu strojach, które ukazują zmiany jej charakteru - od jasnej, dobrej wróżki na początku, poprzez leśną, zieloną wróżkę (zdjęcie poniżej), aż do mrocznej, złej czarownicy. Z ogromną dbałością o szczegóły stworzono najważniejsze elementy jej wizerunku - zakręcone rogi, olbrzymie skrzydła, mocno podkreślone kości policzkowe oraz nakładki na nos i uszy, by nadać aktorce diabolicznego charakteru.







Klasyczne baśnie w odsłonach filmowych już od kilku lat cieszą się popularnością ("Królewna Śnieżka i Łowca", "Mirror Mirror", "Hansel i Gretel: Łowcy czarownic", "Alicja w Krainie Czarów", "Dziewczyna w czerwonej pelerynie". W przyszłym roku do tego grona dołączy kolejny film Disneya - "Kopciuszek" w reżyserii sir Kennetha Branagha z fantastyczną obsadą. Już dawno mam go na liście koniecznie-do-zobaczenia!




Może nie do końca Maleficent jest retellingiem, jednak zainspirowana dzisiejszym seansem stwierdziłam, że również ten wpis zaliczę do udziału w wyzwaniu czytelniczym na blogu Rusty o retellingach znanych bańsi. Może też zechcecie wziąć udział?

KOMENTARZE

Featured Post

Instagram

Obserwuj mnie!