Wrocławski Manhattan

Wrocławski Manhattan

Wrocławski Manhattan przy pl. Grunwaldzkim i wystawa "Patchwork. Architektura Jadwigi Grabowskiej - Hawrylak".


A teraz trochę faktów: jest to zespół sześciu budynków mieszkalnych i trzech pawilonów handlowo-usługowych na placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, zaprojektowanych przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak (Miastoprojekt Wrocław) w latach 1967-1970. Budowany był w latach 1970-1973 przez Wrocławskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego. Przez wrocławian nazywany Wrocławskim Manhattanem, a ze względu na kształt okien - Sedesowcami. Oficjalna nazwa brzmi Zespół mieszkaniowo-usługowy przy placu Grunwaldzkim we Wrocławiu.

Swoją nietypową elewację budynki zawdzięczają budowaniu z prefabrykatów. Pewnie znacie budynki z "wielkiej płyty", budowane z utworzonych w fabrykach betonowych elementów i składanych na miejscu w bloki mieszkalne. Tutaj sytuacja wyglądała podobnie, tylko tym prefabrykatom nadano bardziej fantazyjny kształt. Te obudowy balkonów miały być taką ochroną wnętrza i mieszkańców przed miejskim hałasem.

Do niedawna budynki prezentowały się tak:

Zespół mieszkalny na placu Grunwaldzkim, fot. Chris Niedenthal, 1982
Zespół mieszkalny na placu Grunwaldzkim, fot. Chris Niedenthal, 1982

http://zwyklezycie.pl/wp-content/uploads/2016/06/11.-Jadwiga-Grabowska-Hawrylak-maly.jpg
Zespół mieszkalny na placu Grunwaldzkim, fot. Chris Niedenthal, 1982

Ale ostatnio przeszły modernizację i Wrocławski Manhattan prezentuje się już o niebo lepiej. Elewacje docieplono i pomalowano na biało, tak jak zakładał początkowy projekt, którego w ramach oszczędności nie wykonano na 100%. Zabrakło również planowanej zieleni i zielonych dachów, a nadbudowy z okrągłymi oknami nie są ogólnodostępnymi lokalami dla mieszkańców, gdzie mogliby się integrować w kawiarniach czy klubach młodzieżowych.
Nie wiadomo do końca, co zostanie zrobione z parterami, które pełnią funkcje usługowe.

Wrocławski Manhattan

Wystawa "Patchwork. Architektura Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak" do 4 września w Muzeum Architektury we Wrocławiu.



Jadwiga Grabowska-Hawrylak

Wystawa przedstawia nie tylko budynki przy placu Grunwaldzkim, ale również inne budynki, o których pewnie mało kto wie, przez kogo zostały zaprojektowane: Galeriowiec przy ul. Kołłątaja (nazywany Mezotonowcem), Osiedle Gajowice, Dom Naukowca przy pl. Grunwaldzkim. Zdjęcia archiwalne i szczegółowe opisy pokazują, jak to wszystko wyglądało, zanim nastała era modernizacji elewacji, ocieplania i pastelozy, wymiany stolarki okiennej na pięć różnych rodzajów okien w ramach jednego budynku.


Tytułowym "Patchworkiem" jest właśnie Wrocław, który po wojnie składał się z wielu porozdzielanych kawałków, które trzeba było na nowo połączyć, uzupełnić jakoś tkankę miejską. Modernistyczny budynek mieszkalny pośród resztek przedwojennego miasta? Dlaczego nie!


Tak jak na początku lat 70., tak i teraz Manhattan rozpala wyobraźnię, bo wciąż nie brakuje orędowników wyburzenia całego kompleksu. Obecnie również obserwujemy pojawianie się nieoczywistych budowli we wrocławskiej przestrzeni miejskiej, chociażby takich jak Sky Tower, OVO, Dominikański, które mają swoich przeciwników ("Przecież to tu nie pasuje!") jak i zwolenników takiego postępu.


Ale tworzenie patchworków to również hobby pani Jadwigi. Jest pierwszą kobietą, która ukończyła studia architektoniczne w powojennym Wrocławiu (co więcej, jest również pierwszą architektką, która otrzymała prestiżową Nagrodę Honorową SARP - właśnie za Manhattan. Ponieważ miasto odbudowywano z gruzów, wielu studentów podejmowało się zadań projektowych jeszcze w czasie nauki. Mogli wówczas uczyć się na prawdziwych budynkach - obserwując przekroje kamienic, kościołów i domów handlowych czy też prowadząc inwentaryzację zniszczonych zabudowań i detali architektonicznych. 



Szkice i makiety ukazują również projekty, które nie zostały wprowadzone w życie: zagospodarowanie terenu obecnej Galerii Dominikańskiej i OVO czy alternatywne elewacje Manhattanu.




Wiele archiwalnych zdjęć zaginęło w międzyczasie, a część planów jest już nieczytelna, bo... zostały źle przekalkowane. Poginęły makiety, niezrealizowane projekty, a co gorsza, prywatne archiwum architektki zalała powódź w 1997. I jest to trzeci z powodów, dlaczego wystawa nazywa się "Patchwork" - poszczególne strzępki informacji, pojedyncze zdjęcia i projekty trzeba było na nowo pozszywać.



KOMENTARZE

Featured Post

Instagram

Obserwuj mnie!