W tym dniu nie obsługujemy

zakaz handlu w niedzielę

Brak towarów na półkach, długaśne kolejki, korki na wyjazdach spod supermarketów, biała gorączka i domowe lodówki niezamykające się od nadmiaru jedzenia.

To nie wizja zakupowego szaleństwa poprzedzającego Święta Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy (lub Zielonych Świątków, o których nigdy nie pamiętam), tylko być może co drugiej soboty w tym roku. 


Dzisiejszy zakupowy dzień to sprawdzian dla nowej ustawy o zakazie handlu w niedzielę, sprawdzian dla sklepów i dla nas samych. Czy wytrzymamy jeden dzień bez zakupów? Czy o godzinie dwudziestej w sobotę zabranie chleba i wina? A może przypisywany Polakom spryt wziął górą i będziemy mogli zaspokoić jutro swoje konsumpcjonistyczne zachcianki.

Zacznijmy od konkretów - w które niedziele będzie obowiązywał zakaz handlu i co będzie nieobjęte tym zakazem
zakaz handlu w niedzielę wyjątki
[KLIKNIJ ZDJĘCIE, ŻEBY POWIĘKSZYĆ]
źródło: Forum Obywatelskiego Rozwoju, materiały prasowe

Sam sposób określenia, które niedziele będą wolne, a które handlowe jest dosyć prosty, ale najlepiej zaopatrzyć się po prostu w odpowiednią rozpiskę. Docelowo w 2020 roku objęte zakazem handlu ma być objętych 45 niedziel. Poniżej znajdziecie kalendarz z zaznaczonymi dniami wolnymi od handlu

Po prawej widzicie grafikę Forum Obywatelskiego Rozwoju ładnie pokazanymi wyjątkami. Jak to interpretować? Czy w niedzielę kupimy pamiątkowe chusty ludowe w Folkstarze albo Cepelii, lodówkę i wędliny na stacji paliw albo masło w lecznicy dla zwierząt? A może nie będzie można kupić w Empiku na dworcu książki do poczytania w podróży? Czy to koniec ze spontanicznymi, niedzielnymi grillami, bo nigdzie nie będzie można dostać kiełbasy? Ale spokojnie, na pewno kupicie hot-doga w Żabce, jeśli za ladą stanie właściciel franczyzowego lokalu.


dni wolne od handlu

Jakie mogą być następstwa zakazu handlu w niedzielę?


  • wzrost obrotów sklepów internetowych - window shopping przeniesię sie do Internetu. Będziemy przeglądać witryny internetowe, zamiast tych sklepowych. Niestety, zakupy zrobione w niedzielę w Tesco nie dotrą do nas tego samego dnia - zamówienia kompletowane są w sklepach, a nie w magazynach. Ale w poniedziałek pełen koszyk powinien wylądować już na naszym progu. Prawdziwe oblężenie mogą zanotować w soboty nie tylko sklepy z artykułami spożywczymi, ale i te z artykułami wyposażenia wnętrza. Każdy, kto nie mieszka tuż pod Ikeą wie, że takie zakupy to kilkugodzinna wyprawa - klopsiki się same nie zjedzą i świeczki się same nie powąchają. Tutaj z pomocą też przychodzą zakupy przez Internet, bo od jakiegoś czasu jest taka możliwość, no i nie trzeba wtedy samemu wnosić kanapy na czwarte piętro bez windy.
  • powstanie showroomów - sklepy zaczną prowadzić sprzedaż poprzez aplikacje albo kioski, a po tak dokonanej transakcji będziemy odbierać zamówienie z dobrze zaopatrzonego magazynu. Albo będziemy mogli przymierzyć ubrania, ale... nie będziemy mogli zapłacić za nie w kasie, co też zachęci do zakupów przez Internet. Ciekawy pomysł ma sklep eobuwie.pl - otworzył we Wrocławiu lokal, gdzie od kliknięcia na tablecie do otrzymania zamówienia mają minąć trzy minuty. Może i inne sklepy będą wystawiały więcej ubrań na swoich witrynach, oznaczonymi kodami QR? Wystarczy jedno kliknięcie i torebka kupiona.
  • rozwój sieci automatów - już nie tylko napoje i słodycze, ale i artykuły pierwszej potrzeby i jedzenie. Nawet Biedronka testowała przez jakiś czas we Wrocławiu swój Biedronkomat, w którym można było kupić m.in. parówki. Idealne rozwiązanie, kiedy nad ranem dopadnie poimprezowy głów.
  • więcej produktów spożywczych na stacjach benzynowych - przygotujcie się na widok chleba wciśniętego pomiędzy płyn do spryskiwaczy a zapachowe choinki.
  • większy zyski dla sklepików, piekarni i cukierni - w tych miejscach będzie można handlować, jeśli przeważającą ofertą będzie pieczywo, wypieki lub lody albo kiedy za ladą stanie właściciel sklepu.
  • wzrost frekwencji w kościołach - tu chyba nie trzeba nic dodawać.
  • powiększenie się oferty kulturalnej, sportowej i rekreacyjnej - skoro nie będzie można spędzić czasu na zakupach, to może wyprawa do kina, na basen albo na rower? W niedziele może zwiększyć się zapotrzebowanie na imprezy kulturalne. Ciekawe, czy włodarze miast mają już pomysły na wydarzenia w każdą z niedziel niehandlowych, żeby zachęcić mieszkańców do wychodzenia z domów i wydawania pieniędzy w inny sposób, na przykład na jarmarkowych stoiskach. 

Rekreacja z głową - wywiad z Grzegorzem Gądkiem i Moniką Wróbel z Fundacji Skwer Sportów Miejskich

  • więcej punktów usługowych w galeriach - to łączy się z punktem wyżyj. Centra handlowe i tak muszą być otwarte, bo działają w nich kina, restauracje, banki, apteki, pralnie, fryzjerzy itd., a takie usługi mogą w niedzielę działać. Galerie na pewno będą starały się zachęcać zakupowiczów do zaglądania do nich przez cały weekend, bo wprawdzie nowej kiecki nie kupimy, ale może i tak pójdziemy całą rodziną do McDonald's.
  • zmiana funkcji - Galeria Metropolia w Gdańsku nosi się z zamiarem przemianowania się na... dworzec kolejowy. Ponieważ znajduje się na stacji Gdańsk Wrzeszcz, wystarczy tylko postawić automaty z biletami i informację dla podróżnych i można działać w niedziele. Chociaż nie wszystkim najemcom może spodobać się ten pomysł - na dworcach nie można sprzedawać alkoholu. 
  • wzrost średnich ocen studentów - dla wielu studentów praca w handlu to jedyny sposób na dorobienie sobie w weekendy. W tym momencie odbiera się im tą możliwość, więc nie pozostanie im nic innego, niż szukanie pracy w usługach lub przeznaczenie tego dnia na naukę, podwyższenie średniej i walkę o stypendia ;) Z resztą, dotyczy to nie tylko studentów:
Dzięki ograniczeniu handlu w niedziele polskie dzieci będą się lepiej uczyć i staną się zdrowsze. Wzmocnią się więzy społeczne, w rodzinach rzadziej będą zdarzały się konflikty, zwiększy się popyt na usługi turystyczne, kulturalne i sportowe. Takie między innymi efekty wprowadzenia ograniczeń sprzedaży przedstawił rząd w swoim stanowisku do obywatelskiego projektu w sprawie zakazu handlu.

Może się też nic nie zmienić, bo pracownicy sklepów dyskontów spożywczych będą pracowali do północy w sobotę i od północy w niedzielę. Lub będą pracować w święta, bo zmiany w prawie wprowadziły taką możliwość.


Zakaz handlu w niedzielę jako czynnik miastotwórczy?


Mówi się, że galerie handlowe zabijają miasta. Że nikomu nie chce spacerować się po mieście, zaglądając do oddalonych od siebie sklepów. Wszyscy chcą żyć jak najwygodniej i mieć wszystko pod ręką. Centrum handlowe jest opcją domyślą - dojedziemy autem, na pewno znajdziemy miejsce parkingowe, będziemy mieli wszystko pod jednym dachem. I z tego powodu wymierają centra miast - nie mają jak konkurować z tymi molochami. Tak jest na przykład we Wrocławiu, o którym mówi się, że jego centrum to Dzielnica Czterech Galerii.

Puste witryny. Tak we Wrocławiu zniszczono kilkaset lat handlowej tradycji Marlena Joks

Z drugiej strony, od paru lat takie centra nie skupiają się tylko na handlu, ale stają się centrami rozrywki. Powstało nawet pojęcie galerii społecznościowej, czyli takich, w których spędza się czas, a nie tylko kupuje. Sama często umawiałam się na naukę czy spotkania w centrach handlowych, bo na pewno będzie gdzie usiąść, będzie dach nad głową, w każdej chwili można kupić coś do jedzenia i pyszną kawę albo nawet przejść się i rozprostować nogi obchodząc całą galerię dookoła, bez konieczności wychodzenia na dziesięciostopniowy mróz.


To kolejny problem, z którym musimy zmagać się w Polsce - nasz klimat. Deszczowa jesień, mroźna zima - brakuje miejsc do uprawiania sportów, rekreacji czy po prostu miłego spędzania wolnego czasu gdzieś pod dachem. Przyzwyczailiśmy się już, że zapewniają nam to galerie. Oczami duszy widzę, jak powstają teraz centra rekreacyjne, w których można spędzić cały styczniowy dzień w takim miejscu, gdzie możemy skorzystać z różnych atrakcji, wypożyczyć książkę, zjeść coś dobrego, mieć kontakt ze sztuką - i nie będą nas przy okazji kusiły witryny zamkniętych sklepów. A może powrócą targi i bazarki? W Lubinie cosobotnia giełda będzie czynna również w niedziele niehandlowe. A można tam kupić nie tylko samochody czy antyki, ale i odzież, słodycze czy chemię.

Niedługo przekonamy się, czy w niedziele ulice naszych miast zapełnią się ludźmi, którzy do tej pory w niedziele pracowali albo spędzali swój czas w galeriach handlowych. Może rozkwitnie handel uliczny, poznikają puste witryny, kredyty chwilówki zastąpią małe punkty usługowe. W parkach nie będzie można znaleźć wolnych ławek, na każdym rogu będą boiska I za parę lat będziemy uczyć w szkołach, że zakaz handlu w niedzielę był czynnikiem miastotwórczym, który uratował centra miast.


Jest tyle różnych aspektów tego zakazu, że na pewno nie dałam rady o wszystkim pomyśleć i napisać. Pamiętajcie też, że tekst napisany jest z perspektywy osoby, która w niedzielę nie pracuje. Czuję, że temat jest niewyczerpany, ale może po prostu poczekam, aż będziemy po kilku niehandlowych niedzielach. Jak myślicie, co jeszcze zmieni ten zakaz? Będzie nam się żyło lepiej? A może za pół roku zostanie zniesiony? Zapraszam do dyskusji :)


KOMENTARZE

Featured Post

Instagram

Obserwuj mnie!