Miasto Archipelag


Kto nie chciałby mieszkać w mieście, które się liczy? Dobrze się kojarzy, jest przyjemnym miejscem do życia, dającym szansę na szczęście. Nawet, jeśli świadomie decydujemy się na życie w przysłowiowej pipidówie, to marzymy o tym, by żyło się nam nie coraz gorzej, a coraz lepiej.

Do tego potrzebne są pieniądze - i władza. Dlatego to zazwyczaj stolice są najważniejszymi miastami w danych państwach, bo w nich skupia się władza, biznes i nauka Skoro stolica państwa może być tylko jedna (chociaż tych wyjątkowych państw o dwóch stolicach wcale nie jest tak mało, jak myślicie!), to może by tak zostać chociaż stolicą województwa...?

W 1975 roku wprowadzono w Polsce długo wyczekiwaną reformę administracyjną. Z 17 województw (i 5 miast wydzielonych) miało powstać ich aż 49. To kilkadziesiąt miast, którym obiecano więcej pieniędzy, więcej władzy, więcej wszystkiego. I książka Filipa Springera "Miasto archipelag. Polska mniejszych miast" opowiada o tym, co przydarzyło się tym miastom, kiedy w 1999 roku zabrano im wszystkie przywileje.


Cóż, wnioski z tych historii nie są zbyt optymistyczne. Właściwie tylko jedno miasto na trzydzieści jeden mogłoby powiedzieć, że jego status się nie pogorszył. Przy tym te zmiany, które dotknęły Miasta Archipelagu, to pokłosie nie tylko zmian administracyjnych, ale i tych związanych z przemysłem - na przykład Tarnobrzeg i Wałbrzych straciły swoje kopalnie, a Płock - porty. I tak rozsypane po całej Polsce, jak wyspy w archipelagu, miasta musiały sobie radzić same, trochę zapomniane przez centralną władzę.



To nie są zwyczajne reportaże z podróży. To spis klęsk żywiołowych, autobiograficzna notatka naukowca z Koszalina, refleksje nad czasem, rozważania nad miastem idealnym, podróże przez czas i przestrzeń. Opowieści o tych, którzy wybrali życie "na uboczu". Wszystko okraszone zdjęciami, również nieco przygnębiającymi, co potęgowane przez panującą na nich jesienno-zimową aurę.



Springer nie zamęcza liczbami, nazwiskami, partyjnymi animozjami, w ogóle nie zamęcza. Opowiada.

Trzeba też pamiętać, że nie ważne, jak dobrze napisana to książka (a napisana jest świetnie, ciężko się oderwać) to wciążtylko książka - w jednym reportażu nie da się zawrzeć historii całego miasta i wszystkich jej aspektów. Zwłaszcza, jeśli w podróży po Polsce spędza się pięć miesięcy, poświęcając każdemu miastu około trzech dni. Może mieszkacie w jednym z tych mniejszych miast i Wasze doświadczenia są zupełnie inne. Ale zawsze będą różnice w tym, co widzi osoba z zewnątrz i osoba, dla której jest to bardzo bliskie sercu.
bo jeśli reportaż ma cokolwiek tłumaczyć, to musi zmierzać do uogólnienia, nawet jeśli ma być ono tylko ułomną hipotezą. 
W świetnym tekście o pisaniu o miastach, z którego pochodzi powyższy cytat, Adrian Stachowski opowiada o różnych sposobach portretowania miast. Bo jak mówi, "reporterzy muszą balansować między skrajnościami. Grozi im albo nuda, albo tabloid." A to wcale nie jest prosta sztuka, bo jakże łatwo dać się ponieść kontrowersjom, narzekaniom, patologicznym sytuacjom. To się czyta, to się klika! Młodzi reporterzy dopiero muszą znaleźć swój styl, swój flow, swój sposób na opowiedzenie o tym, co ich otacza. Czytam właśnie taki zbiór reportaży, "Światła małego miasta" (który można pobrać stąd) o miejscowościach o wiele mniejszych, niż Miasta Archipelagu. Mniej w nich ekscytujących wydarzeń czy wielkiej historii, jest zwykła codzienność podszyta nudą.

Albo scenka z kawiarni, nomen omen, Mondo w Koszalinie, gdzie na ścianie wisi mapa świata. Zaznaczono na niej kilka miast - Szczecin, Warszawę, Poznań, Łódź. Reporter pyta, dlaczego nie Koszalin. "Świat, proszę pana, to jest gdzie indziej. W Koszalinie za dużo świata nie ma" - odpowiada kelnerka. O tym właśnie, że świat jest gdzie indziej, "Miasto Archipelag" opowiada najboleśniej.

Czasami to, że nie jesteśmy częścią większego świata, budzi frustrację. Jak radzić sobie z otaczającą beznadzieją, brakiem perspektyw i ogólnym marazmem? To nie pierwszy raz, kiedy śmiech, chociażby taki przez łzy, jest najlepszym lekarstwem:
Kaliszmar, Kutnoza, Bydłoszcz/Brzydgoszcz, Dziadowo, pUstka, Patola Wola/ Zduńska nieWola, Leszczogród, Katowce/...
Opublikowany przez Filip Springer Czwartek, 17 maja 2018


Próbowałam kiedyś wykazać, że marka miasta ma znaczenie. Co wybralibyście jako miejsce swojego zamieszkania - Sosnowieś czy Sosnowiec, miasto cudów? MojRzeszów czy Rzeszów, miasto innowacji i przyszłości? To z pewnością temat do przedyskutowania!


A tak dla zachowania równowagi - równolegle zaczytuję się w "Księdze zachwytów", oczywiście również Springera. To ciekawie opisany zbiór budynków powstałych po 1945 roku, których architektura zachwyca. Aż chciałoby się wyruszyć w podróż i zobaczyć je wszystkie na żywo. Ale nie oszukujmy się, Filip Springer mógłby mi cokolwiek wskazać jako warte zainteresowania, bo jak zauważył ASZDziennik, Springer sprawi, że pojedziesz do zrujnowanego miasta i jeszcze za to dopłacisz.



Ten wpis o książce jest częścią częścią mojej serii Książka na każdy miesiąc. Do tej pory pojawiły się na blogu recenzje takich pozycji:




KOMENTARZE

"

Instagram